Syndrom „braku”
Znasz to uczucie, kiedy czas spędzony na czymś bardzo przyjemnym właśnie dobiegł końca, a ty rozglądając się dookoła pytasz czy już po wszystkim? Obok tego jest jeszcze niedosyt, który narasta z każdym oddalającym się krokiem od plaży.
Chyba on jest największy i stanowi poważne zagrożenie dla twojego życia psychicznego w kolejnych dniach, miesiącach a nawet latach! Codziennie widujemy zdesperowanych amatorów wiatru, którzy jak głodne wilki wyczekują najmniejszego powiewu już o wschodzie słońca. Łącząc się w małe grupy – skupiska bacznie obserwują taflę wody, chcąc dostrzec najmniejszy ruch na powierzchni, który może sygnalizować nadejście czegoś, co pozwoli im zapomnieć o tym, co za plecami.
Co lepsi i zdolniejsi próbują czytać pogodę z chmur, które nierzadko układają się w skomplikowane konstrukcje mówiące, że dziś pogoda barowa. A ci, którzy wieczorem czują dużą senność, przekonują towarzyszy, że wiać potrafi znacznie częściej, niż tylko w sobotę.
Dziś największą grupę ludzi z syndromem „braku” stanowią entuzjaści dużych święcących telefonów z dostępem do internetu i popularnych serwisów burzowych, i nie mowa tu o łowcach burz! To oni są wyznacznikiem dla matki natury i dyktują kiedy, jak i skąd ma wiać.
Tych nie obchodzi, że front atmosferyczny jeszcze nie przyszedł, i że skoro miał wiać wschodni wiatr, to potrzebujemy chwili na zmianę ciśnienia i tym podobnych, nudnych kwestii, które jako sama stworzyła pani ziemia.
Kiedy kciuk naciska znany przycisk „www.wind…”, to brane to będzie jako pewnik, że tak jest, tak będzie, bo przecież tak musi być! Ah, te prognozy… Kiedy kilka pięknych lat temu przyjechałem po raz pierwszy na półwysep helski, była piękna słoneczna pogoda. Początek lipca miło przypiekał skórę na odkrytych ramionach, tak solidnie przygotowywanych na spotkanie ze światem wody i wiatru. Zupełnie nieświadomy co mnie czeka, wpadłem do jednej ze szkółek kitesurfingowych i zadałem retoryczne pytanie „nie wieje?” Reakcja była łańcuchowa, gwałtowna i niespodziewana. Zupełnie jakby pomachać czerwoną płachtą przed bykiem.
Już wiedziałem, że nie należy drażnić surfera…, którym niebawem miałem się stać.
0 komentarze/y